niedziela, 22 grudnia 2013

Rozdział 7

Buzz. Buzz.
  Jeszcze raz odświeżyłam tumblr'a zanim sprawdziłam mój telefon. 'Pół-oficjalna randka dziś wieczorem o   7.00. Twój strój zostanie dostarczony do twojego mieszkania. -Catherine.' Mam parę godzin, żeby doprowadzić siebie do porządku, więc dalej przewijałam mój pulpit. Minuty zamieniły się w godziny, a wkrótce rozniosło się pukanie do drzwi. Doczołgałam się do drzwi, po czym otworzyłam je i zobaczyłam śliczną blondynkę.

  "Musisz być Ariana." uśmiechnęła się. "Catherine wysłała mnie żebym przygotowała cię na twoją randkę. Jestem Lou.- Jasna cholera, Lou Teasdale zamierza zrobić mi makijaż. Odwzajemniłam uśmiech i wpuściłam ją do środka, starając się nie wyglądać na bardzo podekscytowaną.

  "Nie wiedziałam, że przyjdziesz tak wcześnie.-"Spojrzałam w dół na swoje ubrania. Szorty i stary top. Nie wspominając o tym, że moje włosy przypominały mopa. "Prawdopodobnie wyglądam teraz jak bezdomny." zaśmiała się i potrząsnęła głową.
  "Widziałam o wiele gorszych, zaufaj mi." zachichotała. "Może wskoczysz pod prysznic, a kiedy wyjdziesz zaczniemy?" kiwnęłam głową i przeprosiłam, zanim poszłam do łazienki.

  Gdy wróciłam do salonu, zostałam zaprowadzona na kanapę, gdzie Lou zaczęła nakładać puder na moją twarz. Dodała maskarę i inne rzeczy, które nie mogłam nawet wymówić, ale naprawdę martwiło mnie to co na sobie miałam. Kiedy mój makijaż był skończony, Lou myślała chwilę co zrobić z moimi włosami. Zadecydowała, że zepnie je i w ciągu kilku minut, mogłam zobaczyć mój strój. Byłam ubrana w elegancką niebieską sukienkę, która sięgała mi do połowy uda i w pasujące do niej obcasy. Po tym jak Lou mnie zobaczyła, uśmiechnęła się promiennie. Miała już coś powiedzieć, ale jej telefon zadzwonił. Lou coraz bardziej pochłonięta była długą rozmową, tym samym pozostawiając mnie siedzącą obok niej w zakłopotaniu, podczas jej rozmowy. Po chwili, szybko się ze mną pożegnała i poszła. Mój telefon za wibrował na stole, informując mnie o nowej wiadomości. 'Jestem w drodze'. To pierwszy raz, gdy dostaje wiadomość od Harrego. W ciągu kilku minut stał już w progu moich drzwi, ubrany w ekstrawagancki garnitur z niebieskimi guzikami.

  "Wyglądasz uroczo." Stwierdził. "Ta sukienka wygląda na tobie naprawdę ładnie." Przewróciłam oczami, czując rumieńce wkradające się na moje policzki. Uśmiechnął się bezczelnie, a ja próbowałam powstrzymać uśmiech, ale nie udało mi się to.

  "Ty też." Gdy byliśmy już na zewnątrz, Harry pokierował mnie w kierunku limuzyny zaparkowanej kilka metrów od chodnika. Znów otworzył dla mnie drzwi zanim okrążył samochód i usiadł koło mnie.

  "Gdzie jedziemy tym razem?" zapytałam, kiedy minęliśmy już kawałek drogi.

  "W mieście jest pokaz mody."Więc, dotarcie tam nie powinno zająć zbyt długo. "Będzie tam masa paparazzi."

Tak szybko jak zajechaliśmy na miejsce, moje drzwi zostały otwarte przez wielkiego, muskularnego faceta. Poczekałam na Harrego i poszliśmy w kierunku wejścia. Oślepiające światła kamer naokoło nas ogłuszyły mnie na moment, ale po chwili było już w porządku. Zobaczyliśmy Catherine wymachującą na nas rękami i nagle ręka Harrego oplotła moją. Zaczęła iść w naszym kierunku z gniewnym spojrzeniem.

  "Wiecie ile jest tu paparazzi?"Harry i ja oboje rozejrzeliśmy się dookoła i skinęliśmy. "Będziecie musieli robić trochę więcej niż trzymanie się za ręce, jeżeli chcecie sprzedać ten związek!" jest wyraźnie zła z naszego braku czułości. "Lepiej, żebym naprawdę uwierzyła, że coś was do siebie ciągnie przed końcem pokazu, albo oboje będziecie tego żałować." z tą uwagą odeszła w kierunku wejścia, gdzie rozmawiali ludzie.
  "Co ona tak naprawdę może zrobić?" spojrzałam na Harrego, który wydawał się być zamyślony. -Harry?"

  "Oh, możesz się zdziwić."oplótł mnie ramieniem w tali i zaprowadził w kierunku wybiegu. Usiedliśmy na zarezerwowanych miejscach i próbowaliśmy wyglądać jakbyśmy byli zainteresowani tym co mamy sobie do powiedzenia, dopóki światła przygasły i pokaz się zaczął. W połowie pokazu była krótka przerwa podczas której światła nabrały jasności. Harry zwrócił uwagę na wściekle wyglądającą Catherine siedzącą parę miejsc od nas. Co stało się potem, totalnie mnie zaskoczyło.
Ręka Harrego znalazła się na moim karku, a on pochylił się, złączając jego pulchne usta z moimi, usuwając przestrzeń pomiędzy nami. Na początku się wahałam, nie wiedząc jak zareagować. Zakończył zanim zdążyłam dodać jakieś emocje w ten pocałunek, ale zauważyłam, że światła wokół nas znów zaczynają ciemnieć.

  "Co to było?" Spytałam; naprawdę byłam wzięta z zaskoczenia w tym pocałunku, zwłaszcza gdy się skończył.

  "Po prostu coś dla mediów."zaczął znowu skupiać swoją uwagę na pokazie. Oh.

***********************************************************************************
No i drugi rozdział tego dnia jako pokuta.Teraz chyba będę częściej dodawać rozdziały.Nie jestem jakąś doświadczoną tłumaczką, dlatego przetłumaczenie rozdziału zajmuje mi trochę czasu.Dlatego przepraszam za to jeśli w ogóle ktoś to czyta.

Natt.x

Rozdział 6

  Wróciłam do domu późno; Harry zaciągnął mnie na kolejkę, która utknęła na godzinę. Nie mogliśmy się poruszyć dopóki znów nie zaczęła działać płynnie.

 Tak szybko jak weszłam do mieszkania, poczułam coś innego. Ściany były praktycznie gołe, połowa zdjęć, które były na nich zniknęła. Parę poduszek z kanapy wraz ze starą różową lampą Cassidy, również zniknęło. Gdybym nie wiedziała lepiej, pomyślałabym, że się spakowała.

  "Cass?" zawołałam, czekając w salonie aż usłyszę jej odpowiedź i powie mi gdzie wszystko zniknęło.

  "Tutaj!" głos pochodził z jej sypialni. Przeszłam przez hol i otworzyłam. Zdziwiłam się, gdy zobaczyłam jej chłopaka Chris'a wraz z nią w pokoju. "Co jest?"Zachowywała się tak, jakby nic się nie działo, gdy pudełka pełne jej rzeczy rozprzestrzeniają się po całym pomieszczeniu.

  "Ty mi powiedz."rozejrzałam się dookoła. -Dlaczego te pudełka są wszędzie?- uśmiech pojawił się na jej twarzy, a oczy były pełne emocji.

  "Zamieszkam z Chris'em!" Ona żartuje, prawda? Wpatrywałam się w nią z szokiem. Cassidy wyprowadziła mnie z pokoju. "Co się stało?"

  "Co się stało?" Zaczęłam. "Kurwa, opuszczasz mieszkanie, za które obydwie powinnyśmy płacić, bez uprzedzenia mnie o tym i wyprowadzasz się z facetem, którego poznałaś parę miesięcy temu!" Patrzyła na mnie z niedowierzaniem, jakby to co przed chwilą powiedziałam było poza granicą. "I tak po prostu wszystko spakowałaś! Kiedy planowałaś mi powiedzieć?" to nie tak, że nie mogę sama płacić za mieszkanie, ale fakt, że Cassidy nawet nie obchodziło to, że mnie wkurzy.

  "Ty, kurwa poradzisz sobie, Ari. Jeżeli na prawdę nie mogłabyś zapłacić rachunku, po prostu znalazłabyś coś tańszego. Tak czy inaczej, ja ledwo co płaciłam za to mieszkanie, i jakiś facet? Jakiś facet? Nie był jakimś pieprzonym facetem, kiedy potrzebne było ci moje auto do jazdy do jego mieszkania. Nie był tylko jakimś facetem, gdy rozbiłaś moje auto, nie był jakimś fa..."

  "KURWA, OPŁACIŁAM TWÓJ SAMOCHÓD, CASSIDY.!" Chris otworzył drzwi i wyszedł. "Tylko dlatego przeprowadziłam się w to miejsce, bo ty praktycznie błagałaś mnie o to. Kurwa, nie chce cie znać." Spojrzała na mnie, potem na Chris'a.

  "Dlaczego po prostu nie możesz być szczęśliwa dla mnie? Myślałam, że byłyśmy przyjaciółkami." Kurwa, czy ona jest poważna? " Jesteś zazdrosna?"

  "Tak, Cassidy. "wyplułam z sarkazmem. "Jestem tak cholernie zazdrosna."wywróciła oczami, i po prostu zepchnęła mnie z jej drogi."

  "Chris, po prostu weź moje pudełka do mojego samochodu. Będę czekać." odchodząc mruczała przekleństwa pod nosem.

  Kilka minut później, obserwowałam, jak jej i Chris'a samochód wyjeżdża z parkingu i odjeżdża. Zgaduje, że nigdy nie będę mieć już współlokatorki.
Lub najlepszej przyjaciółki.
                                               **********************************************************************************

                                                                             Wiem.
                                                               Strasznie długo tłumaczę. 
                                           I przepraszam za to tą jedną osobę, która to czyta.   
Natt.x                            
                                                   

sobota, 14 grudnia 2013

Chapter 5

"Ari! Byłam tu jakieś cztery razy. Obudź się!" Cassidy krzyczy wyraźnie podirytowana. Zeszłej nocy nie spałam do późna wymyślając w głowie różne scenariusze dzisiejszego dnia. Każdy kończył się źle. "No dalej!" Zaczyna skakać po łóżku.

"Dlaczego sądziłam, że dzielenie apartamentu z Tobą to dobry pomysł?" To tylko sprawiło, że skakacze jeszcze bardziej. "Przestań," Jęknęłam. "Która godzina?"

"Po trzeciej. " Kurwa, pośpiesznie wytrącam się z łóżka. Cassidy wychodzi z pokoju, zostawiając otwarte drzwi tylko po to by mnie wkurzyć.

Po krótkim prysznicu wciskam się w spodnie i zakładam czarny top mając nadzieje, że Harry nie oczekuje niczego bardziej formalnego. Wiadomość, którą wczoraj otrzymałam mówiła tylko, "16.00. Okazyjny strój.-Catherine." Nakładam eyeliner i przeczesuje moje mokre włosy. Nie mam czasu na suszenie.
Cassie zderzyła się ze mną w drodze do salonu. "Harry właśnie zatrzymał samochód!" Jasna cholera, to się naprawdę dzieje. Usłyszałyśmy pukanie do drzwi i byłyśmy wystarczająco pewne. Kiedy otworzyłam je, Harry stał przed moimi oczami, ubrany w obcisłe dżinsy i topem z dużym dekoltem.

"Cześć" Obdarzył mnie pół-uśmiechem. "Jesteś gotowa?" kiwnęłam głową i krzyknęłam pożegnanie do Cassidy. Kiedy wyszliśmy z budynku, Harry zaprowadził mnie do jego samochodu i otworzył dla mnie drzwi. Wszystko co mogłam powiedzieć to proste ''dziękuje''. W ogóle nie rozmawialiśmy w samochodzie, ale jego radio było włączone.

"Więc, gdzie jedziemy?" Wreszcie znalazłam w sobie odwagę by zapytać, po 20 minutach niezręczności w jego samochodzie.

"W mieście jest karnawał."Ściszył radio,"Pomyślałem, że to może być zabawne." Fajnie. "Jeżeli ci to odpowiada?"

"Tak, brzmi świetnie."Uśmiechnęłam się, "Jestem najlepsza w rzucie obręczą."

"Ze mną nie masz szans." Obrócił głowę i przez moment poważnie na mnie patrzył zanim wybuchnął śmiechem.

"Czy to było wyzwanie?" Zaśmiał się i kiwnął głową, doceniając moje możliwości. "Przygotuj się na przegrana, Styles."

Gdy wjechaliśmy na parking, Harry kręcił przez chwilę, próbując znaleźć dobre miejsce parkingowe. Ostatecznie zrezygnował, parkując koło kosza na śmieci. Tak szybko jak zrobiliśmy krok w kierunku wejścia, rój paparazzi otoczyło nas. Zmrużyłam oczy, aby uniknąć patrzenia prosto w migające kamery, ale Harry ledwo reagował. Kiedy złapał mnie za rękę i poprowadził do sekcji jazdy, usłyszeliśmy między innymi ''Harry jest tutaj!'', ale jeden z paparazzi powiedział coś szczególnego, co sprawiło, że Harry się spiął.

"Czy to twoja piąta dziewczyna w tym tygodniu?" Nie jest aż tak źle, ale wygląda na to, że Harremu naprawdę to przeszkadzało. Obrócił się w kierunku błyskającego światła, gotowy do powiedzenia czegoś ostrego, co wywołało u mnie panikę. Co do cholery mam zrobić? Ścisnęłam mocno jego dłoń, próbując przypomnieć mu, że to nie czas na takie rzeczy. Jego ręka mocniej oplotła moją, w geście uspokajającym, wziął głęboki oddech, obracając się z powrotem w kierunku diabelskiego młynu. To mogło skończyć się źle.

"Co chcesz zrobić jako pierwsze?" Obrócił się do mnie, uwalniając moją rękę i oplatając mnie w tali. Prawdopodobnie dla mediów.

"Myślę, że chce..."Zawahałam się, "skopać twój tyłek w rzucaniu obręczą" uśmiechnął się, ukazując dołeczki.

"Jesteśmy niedaleko"
|______________________________________________________________________________
Tak, wiem.Długo nie było rozdziału.Przepraszam was za to.Naprawdę.Mam jednak wytłumaczenie, a mianowicie S Z K O Ł A.Mam nadzieje, że mnie rozumiecie.I tak was mało tu jest.No, ale cóż.
Natt.x